Timszel, czyli możesz. O zawiści, winie i możliwości wyboru

Timszel, czyli możesz. O zawiści, winie i możliwości wyboru

Czasem możemy w sobie odnaleźć przekonanie, że niektóre z naszych myśli, uczuć czy impulsów bezpowrotnie czynią nas „złym człowiekiem”. Przyłapanie się na zawiści, gniewie, chęci odwetu czy poczuciu mściwej satysfakcji staje się wówczas dowodem skażenia i źródłem wstydu. Próbując uciec przed surowym wewnętrznym głosem, sięgamy po różne mechanizmy obronne. Uciekamy w idealizację innych, w rolę bezgrzesznej ofiary, w iluzję absolutnej kontroli lub w fantazję o własnym zniknięciu. W gruncie rzeczy próbujemy w ten sposób uciec także przed przeżyciem własnej niekompletności i bezradności, czyli przed stanem, w którym czujemy się gorsi lub zagrożeni unieważnieniem.

Bywa jednak, że jedno słowo wystarcza, by zdjąć z nas część tego ciężaru. W serialu „Na wschód od Edenu”, opartym na powieści Johna Steinbecka, takim słowem jest hebrajskie timszel, czyli „możesz”. Nie jest ono ani boskim rozkazem („musisz”), ani obietnicą („będziesz”). Daje człowiekowi zgodę na podjęcie własnej decyzji i spojrzenia na siebie z pewnego dystansu.

Mogłoby się wydawać, że to słowo powinno przychodzić nam łatwo. Dzieci często mają w sobie naturalną swobodę wyboru: sięgają po to, co je ciekawi, zmieniają zdanie, próbują od nowa. W trakcie dorastania wielu z nas ją traci. Pod ciężarem wstydu, winy i cudzych oczekiwań „możesz” przestaje brzmieć naturalnie, a dziecięcej lekkości trzeba się uczyć na nowo. Zwykle dzieje się to dzięki komuś, kto gotów jest nam to słowo zaoferować. Czy pamiętamy, kto to był?

Serial, podobnie jak powieść Steinbecka [1], zabiera nas w meandry międzypokoleniowych przekazów i wczesnych zranień, stawiając pytanie, na ile jesteśmy wolni w tym, co robimy z własnym losem i własnymi impulsami.

Wina, która naprawia, i wina, która niszczy

Poczucie winy nie jest niczym niepokojącym. Skłania do naprawy tego, co uszkodziliśmy i do odbudowy relacji z ludźmi, których zraniliśmy. Melanie Klein widziała w tej zdolności ważny krok rozwoju: dziecko odkrywa, że osoba, którą kocha, jest tą samą, na którą się złości. Z uwagi na to chce naprawić krzywdę, którą mogło jej wyrządzić [2]. Bez tak przeżywanej winy nie byłoby w nas też troski.

Bywa jednak, że superego, czyli ta część nas, która pilnuje granic, staje się zbyt surowe i sztywne. Zadręczamy się wtedy każdym przekroczeniem zasad nawet, jeśli nie dotyczyło to samego działania, a jedynie myśli. W takich okolicznościach karanie siebie niewiele zmienia. Okrutne superego nie prowadzi do naprawy, lecz skłania do ucieczki przed odpowiedzialnością, a czasem wręcz prowokuje odwet wobec świata. W konsekwencji może więc skłaniać do potraktować innych z wyższością, dewaluując ich perspektywę i odmawiając im prawa do własnej odrębności.

Sposoby, by nie czuć

Gdy wina jest zbyt dotkliwa, by prowadzić do integracji, bohaterowie serialu szukają sposobów, żeby jej nie czuć, a wraz z nią własnej zawiści i gniewu. Działania, w które się przez to wikłają, pokazują jak wysoką cenę przychodzi nieraz zapłacić w starciu z własnymi impulsami.

Adam Trask, który całe życie rywalizował z bratem o miłość emocjonalnie niedostępnego ojca, w spotkaniu z Cathy dostrzegł szansę na wydobycie się spod brzemienia własnej wrogości i zawiści. Fantazjował o wyjątkowej relacji z ideałem, wierząc, że jeśli teraz to on kocha i chroni, to staje się przez to wolny od lęku i złości. Takiej relacji nie był jednak w stanie długo utrzymać. Mimo to, po odejściu żony, wciąż próbował zachować jej nieskazitelny obraz w pamięci swojej i synów. Zapłacił za to utratą chęci do życia i pogrążeniem się w melancholijnym wycofaniu. Uwolnienie przyszło dopiero, gdy dopuścił do siebie możliwość porzucenia obiektu swoich fantazji i pozwolił Cathy, by była kimś innym niż jego wyobrażenie.

Historia lubi się jednak powtarzać i w rodzinie Trasków w kolejnych pokoleniach podział na ulubione i „złe” dziecko wdzierał się w relacje braci. Syn Adama, Aron dorastał w świecie czystych ideałów. Podzielał nierealistyczny obraz matki, samemu czując się dzięki temu lepszym człowiekiem. Był bez skazy, a jednocześnie nie potrafił czerpać satysfakcji z obranej ścieżki życiowej. Fasadowość jego tożsamości stawała się coraz wyraźniejsza, ostatecznie ulegając rozpadowi w chwili zetknięcia z realnością. Skonfrontowany przez brata z prawdą o matce, nie potrafił zaakceptować braku swojej i jej niewinności. Zderzenie z tą prawdą wymagało bowiem przejścia przez bolesną żałobę po własnych złudzeniach i porzucenia bezkompromisowej pewności. To zaś wiązało się z lękiem przed upokorzeniem i utratą ciągłości siebie. Zamęt wywołany przemieszaniem uczucia krzywdy i wściekłości ostatecznie doprowadził go do samobójczego wyjazdu na wojnę. Zginął pozostawiając bliskich w rozpaczy i nieopisanej stracie.

Gabbard, amerykański psychoanalityk pisząc o osobach z myślami samobójczymi, zauważał, że niekiedy motywem popełnianego samobójstwa bywa pragnienie odwetu na bliskich. Z drugiej zaś strony pisał, że osoby krzywdzące dziecko mogą skrycie zazdrościć mu jego niewinności i próbować ją zepsuć [3]. Kaleb niesiony uczuciem własnego skrzywdzenia, nie potrafił znieść niewinności brata i jego naiwnej postawy wobec życia. Prawda, którą mu „podarował”, odbierała Aronowi wyobrażenia o świecie, bez których nie umiał się odnaleźć. Ceną było tu zderzenie ze śmiercią brata i pozostanie z emocjami, których się nie spodziewał. W tym miejscu kluczowa okazała się empatia Lee, która zatrzymała Kaleba w drodze ku dalszemu samozniszczeniu. Choć mężczyzna dostrzegał okrucieństwo jego postępku, nakłonił Adama, by nie opuszczał syna i nie pozostawił go z okrutnym poczuciem winy. Wtedy padło słowo „timszel”, na nowo otwierając przed Kalebem przyszłość.

Jeszcze inną osią obrony przed własnym superego jest iluzja absolutnej kontroli. Najwyraźniej widać ją w losach Cathy. Kobieta niechętnie patrzyła na skrzywdzoną dziewczynkę, którą serial pozwala w niej dostrzec. Wolała iluzję mocy i władzy, w której bezradność zostaje odwrócona w siłę. W otaczających ją ludziach widziała albo słabość, albo grzeszność i perwersję, co uzasadniało jej agresję wobec nich. Zbierała dowody cudzej winy, zamieniając prowadzony przez siebie dom publiczny w coraz bardziej sadomasochistyczną przestrzeń. Pogrążała się przy tym w paranoi i lęku przed zewnętrznym zagrożeniem, choć tak naprawdę broniła się przed zetknięciem z winą za własne wybory. Jej despotyczna potrzeba sprawowania władzy była w gruncie rzeczy desperacką obroną przed lękiem przed własną kruchością. Tworząc świat, w którym wszyscy byli zepsuci, próbowała nie dostrzegać, że jej własne życie opierało się na destrukcji i pustce.

W opowieści o Cathy szczególnie porusza jej fantazja o znikaniu. W jednej ze scen opowiada ona o buteleczce z „Alicji w Krainie Czarów”, po której wypiciu mogłaby się skurczyć i całkiem zniknąć. Ta myśl dawała jej poczucie odprężenia.

Jak wskazuje Gabbard, fantazje samobójcze u osób w głębokim kryzysie pozwalają czasem stabilizować funkcjonowanie. Odwracają perspektywę skupiając uwagę na krzywdzie tych, którzy zostają oraz własnej uldze. Dają złudzenie panowania nad sytuacją tam, gdzie cierpienie psychiczne wydaje się nie do zniesienia. Jednak to poczucie kontroli jest niezwykle kruche i bywa wstępem do realnego samozniszczenia [3], dlatego w praktyce klinicznej nigdy nie wolno go bagatelizować.

Skąd bierze się siła impulsów

Powieść maluje obraz, w którym braki, zranienia i krzywdy wzmacniają w dziecku niszczycielskie impulsy. Dziecko pozbawione empatycznej odpowiedzi opiekuna czuje się porzucone w chłodnym i wrogim świecie. Ów brak zostaje uwewnętrzniony kreując w psychice równie opustoszałą wewnętrzną przestrzeń [4].

Z czasem rodzi się przekonanie o własnej niezdolności do wzbudzenia miłości, co z kolei wzmaga zawiść wobec tych, którzy ją otrzymują. Melanie Klein widziała w zawiści impuls niszczący to, co dobre, właśnie dlatego, że należy do kogoś innego [5].

Jeśli dziecko nie spotka w swoim rozwoju kogoś, kto pomoże mu te impulsy pomieścić i przetworzyć, ich destrukcyjna siła rośnie. Niekiedy predyspozycje i międzypokoleniowa trauma splatają się tak gęsto, że zwykła obecność nie wystarcza. Najczęściej jednak jest nadzieja.

Potrzebny jest tu drugi człowiek. Pewny swoich granic i otwarty na kontakt, który porusza czułe miejsca. Tego rodzaju spotkanie może wywoływać pewne pomieszanie, ale jednocześnie pozwala pomieścić to, co w pojedynkę zdaje się nie do opisania [6]. Donald Winnicott dodawał, że taki Drugi musi być zdolny przetrwać naszą destrukcyjność: nie odpłacić tym samym i nie zniknąć [7]. Dlatego „możesz” potrzebuje być najpierw usłyszane. Dopiero potem można je zaoferować samemu sobie.

Czasem kimś takim jest rodzic, czasem obcy człowiek, który staje się ważnym życiowym drogowskazem. W powieści Steinbecka taką osobą jest Lee. Choć nie jest ojcem chłopców, wychowuje ich jak ojciec. Jest przy nich, słucha, pokazuje różne odsłony ich motywów i pomaga scalać to, co w nich rozproszone. Lee wnosi przy tym perspektywę „trzeciego”, czyli kogoś, kto zachowuje zdolność namysłu, nie dając się wciągnąć w niszczycielską polaryzację na to, co nieskazitelne i to, co potępione.

Dorosły, który wierzy, że dziecko może, albo choć daje na to zgodę, otwiera przestrzeń między popędem życia a popędem śmierci, między dążeniem do życia a dążeniem do zniszczenia.

Bez „możesz”

Dziecko, które dorasta bez „możesz”, nie widzi, że też podejmuje wybory i że mogłyby być inne. Ciężar winy, a czasem poczucie niesprawiedliwości, potrafią zmienić kierunek jego rozwoju. Po co się starać, skoro efekt będzie nieważny? Gdy nikt nie pokazał, że można inaczej. Dziecko to, jako dorosły czuje, że musi podążać określoną drogą, że niczego nie może zmienić albo że musi w jakiś sposób zareagować. Nieświadomie wybiera to, co podpowiada mu wewnętrzna wina lub brak.

W historii Trasków widać, jak dramaty powtarzają się z pokolenia na pokolenie. Widać też próby wydobycia się ku własnej drodze. Czy można wyjść z doświadczenia, które odtwarza się przez pokolenia? Co ono w nas buduje: zawiść, poczucie krzywdy, poczucie, że jest się niewystarczającym?

Fantazja o buteleczce mówi „zawsze mogę zniknąć”. Kryją się w tym rezygnacja i wewnętrzny rozpad, które chronią przed zetknięciem z własną winą i poczuciem niekompletności. Timszel natomiast wprowadza perspektywę wewnętrznego dystansu i możliwości namysłu. Pozwala móc zostać i kochać. Nie obiecuje, że się uda. Zostawia wybór. To słowo ktoś musi jednak wypowiedzieć jako pierwszy. Kto powiedział je nam? I komu my możemy je powiedzieć?

Bibliografia:                                                            

  1. Steinbeck J.(2022) Na wschód od Edenu, Warszawa: Prószyński i S-ka.
  2. Klein M. (2007) Przyczynek do psychogenezy stanów maniakalno-depresyjnych. W: M. Klein, Pisma tom 1: Miłość, poczucie winy i reparacja oraz inne prace z lat 1921-1945, Gdańsk: GWP.
  3. Gabbard, G. O. (2003) Miscarriages of psychoanalytic treatment with suicidal patients. Int. J. Psychoanal., 84: 249-261.
  4. Mollon P. (2024) Wstyd i zazdrość. Ukryty zamęt, Warszawa: Oficyna Ingenium.
  5. Klein, M. (2007). Pisma tom 3: Zawiść i wdzięczność oraz inne prace z lat 1946–1963, Gdańsk: GWP.
  6. Bion W. R. (2011) Uczenie się na podstawie doświadczenia. Warszawa: Oficyna Ingenium.
  7. Winnicott D. W. (1969) The use of an object and relating through identifications. International Journal of Psychoanalysis, 50, 711-716.

Sprawdź również:

Obraz własnego ciała i sposób jego doświadczania u osób z doświadczeniem Schizofrenii

Zaburzenia w doświadczaniu własnego ciała to nie tylko ciekawostka kliniczna, lecz jeden z kluczowych objawów schizofrenii oraz wczesnych predyktorów choroby. Choć literatura opisuje wiele przypadków takich doświadczeń, wciąż brakuje spójnych modeli, które pomogłyby je zrozumieć.

W 2016 roku w czasopiśmie Current Psychology ukazał się artykuł „Body Image and Body Experience Disturbances in Schizophrenia: an Attempt to Introduce the Concept of Body Self as a Conceptual Framework”, którego autorami są prof. UAM dr hab. Olga Sakson-Obada, dr Daniel Pankowski, prof. Marek Jarema oraz ja.

W publikacji opisano koncepcję ja cielesnego, która przedstawia relację człowieka z jego własnym ciałem jako trójwymiarową strukturę obejmującą funkcje (percepcję, interpretację i regulację doznań), poczucie tożsamości cielesnej oraz reprezentacje, czyli obraz ciała.

Wyniki przeprowadzonego badania wskazywały, że różnice pojawiają się przede wszystkim w zakresie percepcji, interpretacji i regulacji doznań cielesnych, a także w poczuciu tożsamości cielesnej i akceptacji płci biologicznej. Co istotne, zaburzenia te wiązały się z nasileniem objawów pozytywnych oraz liczbą hospitalizacji z innych przyczyn medycznych. Wyniki sugerowały również, że w schizofrenii większą rolę odgrywa zaburzenie doświadczenia ciała niż obrazu ciała. W efekcie błędnej interpretacji sygnałów cielesnych może dochodzić do poszukiwania pomocy medycznej poza psychiatrią.

Artykuł dostępny jest w j. angielskim.

Read More »

Mieszkania Chronione – Idea powstania

Mieszkanie chronione dla osób z doświadczeniem poważnego kryzysu psychicznego zaczęto tworzyć w drugiej połowie ubiegłego wieku. Początkowo miały one stanowić alternatywę wobec azylowego modelu leczenia oraz przeciwdziałać procesowi inwalidyzowania chorobą psychiczną, a także obniżać ryzyko bezdomności i przestępczości. Z czasem zaczęto dostrzegać znaczenie ciągłości opieki psychiatrycznej jako czynnika ułatwiającego powrót do zdrowia psychicznego i zmniejszającego wskaźniki ponownej hospitalizacji (Rog i in, 2014, Harris i in, 2019). Integrując opiekę instytucjonalną i oddziaływania środowiskowe, zaoferowano takie towarzyszenie osobie w kryzysie, które umożliwia zachowanie dialogu pomiędzy potrzebą wsparcia oraz poszanowaniem autonomii.

Read More »