
Świat chce natychmiast, psychika potrzebuje czasu
„Nie wszystko musi być od razu zrozumiałe. Najpierw trzeba to poczuć.”
(Tove Jansson, „Dolina Muminków w listopadzie”)
Współczesność codziennie stawia nas w obliczu przeciążenia informacyjnego, konieczności szybkiego podejmowania licznych decyzji oraz presji stałej dostępności i ekspozycji na ocenę społeczną. Natłok bodźców może realnie przekraczać indywidualne możliwości samoregulacji, prowadząc do poczucia rozbicia i przytłoczenia. W tej atmosferze zanika dodający otuchy głos „dasz radę”, pozwalający mierzyć się z tym, co frustrujące, a w jego miejsce pojawia się komunikat zachęcający do ucieczki „nie musisz, jeśli nie chcesz”.
Nowoczesne technologie dostarczają szerokiego repertuaru narzędzi pozwalających na unikanie niewygodnych uczuć. Smartfony, Internet, liczne aplikacje i sztuczna inteligencja umożliwiają natychmiastowe wykonywanie zadań, które dawniej wymagały czasu, cierpliwości i zdolności tolerowania braku. Uczą reagowania na napięcia szybciej, niż zdążymy je świadomie poczuć czy zrozumieć. Zamieniają frustrację i dyskomfort w sygnał alarmowy do ewakuacji tego, co trudne. Konsekwencją jest narastające pragnienie odcięcia się od uczuć, znieczulenia, „odmóżdżenia”.
Poszukiwanie ulgi, gratyfikacji czy potwierdzeń odbywa się coraz częściej w przestrzeni cyfrowej, w której trudno jest odróżnić autentyczność od pozoru, a rzeczywistość od symulakrum [1]. Nic więc dziwnego, że pomimo niespotykanej wcześniej dostępności narzędzi komunikacyjnych, badania [2] wskazują na systematyczny wzrost poczucia samotności i alienacji. Coraz mniej mamy w sobie zgody na bycie w procesie, w zawieszeniu i niepewności, na wahanie się czy stopniowe dochodzenie do czegoś nowego.
Poniższy artykuł zaprasza do zatrzymania się przy tym, co niewygodne i zaciekawienia, co kryje się pod dyskomfortem i czego tak naprawdę nie potrafimy wytrzymać oraz z czego to może wynikać.











