Tempo narzucane przez rzeczywistość cyfrową sprawia, że jesteśmy zalewani olbrzymią ilością informacji. Treści zamieszczane w Internecie stają się coraz krótsze, bardziej intensywne i nastawione na pobudzenie układu dopaminowego niczym narkotyk. Aplikacje przypominają o sobie powiadomieniami, przekonując, że bycie offline oznacza utratę czegoś niezmiernie ważnego. Wzbudzają w nas impuls do szybkiego sięgnięcia po telefon i sprawdzenia wiadomości. To momentalnie zmniejsza napięcie i uczy, że stała dostępność online może regulować nasz niepokój, uczucie samotności, pustki czy nudy, zagłuszając je przypadkowym bodźcem. Podobnie, skrolowanie filmików na Instagramie lub Tik Toku czy „pochłanianie” całego sezonu serialu w jedną noc, odcina nas od kontaktu z własnym doświadczeniem, znieczula i wyłącza myśli oferując złudzenie ulgi. Jednak wraz z ulgą tracimy kontakt z tym, co w nas domaga się zobaczenia.
Co właściwie dzieje się w psychice, kiedy unikamy frustracji?
Kiedy uciekamy przed napięciem w nadmiar, obrazy i treści docierają do nas w sposób fragmentaryczny, nie tworząc spójnej narracji, która pozwoliłaby budować zrozumiały obraz świata i nas samych. W rezultacie stajemy się odbiorcami biernymi, przebodźcowanymi i coraz bardziej niespokojnymi. Taka stymulacja obciąża układ limbiczny, a szczególnie ciało migdałowate, utrudniając skuteczne regulowanie emocji. Jednocześnie osłabia funkcję kory przedczołowej, odpowiadającej za refleksję, planowanie i hamowanie impulsów. Z neuropsychologicznego punktu widzenia oznacza to, że emocje nie mogą zostać skutecznie zintegrowane z procesami poznawczymi. Mózg traci zdolność regulowania pobudzenia, a układ dopaminowy uczy się reagować natychmiastowym poszukiwaniem ulgi.
Pojawia się zmęczenie i poczucie braku kontroli. Zmniejsza się zdolność do krytycznego myślenia i utrzymywania uwagi a nasila impulsywność. Reagujemy szybciej, ale rozumiemy mniej. Szczególnie wyraźnie widać to u młodych ludzi, których obszary przedczołowe mózgu, wciąż się rozwijają. Ich system nerwowy reaguje silniej, a jednocześnie ma mniejsze możliwości hamowania impulsów. Zmagają się więc z dylematem, jak budować własną stabilność w świecie, który ulega nieustannym i gwałtownym przemianom. Jak odnajdywać osadzenie w relacjach, jeśli druga osoba, pod wpływem frustracji, może całkowicie zniknąć, nie zostawiając okazji do wyjaśnień czy pożegnania się (ghosting). W efekcie brak im wewnętrznej przestrzeni i zgody na przeżywanie, co obniża ich odporność psychiczną i nasila reaktywność.
Z perspektywy teorii Wilfreda Biona [3], gdy pierwotne odczucia nie są przekształcane w coś bardziej złożonego, co można by zrozumieć, nazwać i utrzymać w świadomości („elementy alfa”) pozostają jedynie surowymi i chaotycznymi doznaniami („elementami beta”). Funkcja alfa, która przekształca elementy beta w elementy alfa, zostaje zablokowana. Inaczej mówiąc zablokowana zostaje zdolność integracji między układem limbicznym a korą przedczołową. Zatem jeśli uciekamy od frustracji i nie może ona zostać pomieszczona (i pomyślana), emocje pozostają nieprzetworzone i „atakują” zdolność myślenia. Wówczas psychika wycofuje się w działanie, impulsy i natychmiastowe rozwiązania, próbując usuwać wszystko, co budzi napięcie i dysonans poznawczy.
Czasem przybiera to postać szybkiego porzucania jednej relacji i wiązania się z inną osobą, wdawania w romans, częstych zmian pracy lub porzucania terapii w momencie, kiedy coś zaczyna naprawdę poruszać. Niekiedy jest to próba zmiany samopoczucia poprzez zakup nowych rzeczy, dietę czy zabieg kosmetyczny. Rodzi się wówczas nadzieja, że te szybkie działania sprawią, że poczujemy się „lepiej”. Tylko czy potrafimy powiedzieć czym jest to „lepiej”? Czy tylko brakiem frustracji? Od czego w zasadzie uciekamy? I dlaczego tak bardzo nie możemy tego znieść?
A gdyby spojrzeć na frustrację inaczej?
Pragnienie redukcji dyskomfortu jest zjawiskiem naturalnym i potrzebnym. Motywuje nas do działania i uczenia się nowych sposobów radzenia sobie z wyzwaniami oraz budowania samodzielności. Problem pojawia się wówczas, gdy unikanie staje się jedyną dostępną strategią, a tym samym hamuje rozwój emocjonalny.
Współczesna kultura promuje fantazję o możliwości życia bez frustracji. Przypisuje wartość stanom braku wątpliwości, wewnętrznych konfliktów i poczucia winy.
W gabinecie psychoterapeutycznym obraz tej narracji przejawia się m.in. w postawie pacjentów pragnących, aby podejmowane przez nich decyzje przynosiły wyłącznie spokój i jednoznaczność. Chcąc utrzymać to złudzenie nieświadomie marginalizują znaczenie części swoich przeżyć lub przypisują nieakceptowane uczucia i myśli otoczeniu. Wówczas złość i poczucie krzywdy stają się ochroną przed wątpliwościami i nadają niepodważalnej słuszności własnej ocenie sytuacji.
Wzmacniają to algorytmy mediów społecznościowych, przedstawiając uproszczony i jednowymiarowy obraz świata – albo jako doskonały i piękny, albo pełen niesprawiedliwości i destrukcyjny. Przypomina to opisywaną przez Melanie Klein [4] fazę paranoidalno-schizoidalną, w której umysł zdominowanym jest przez nieprzetworzone uczucia, a drugi człowiek jawi się albo jako obiekt doskonały i całkowicie zaspokajający nasze potrzeby, albo jako całkowicie wrogi i zawistny. Brak możliwości zaspokojenia rodzi niezadowolenie urastające do głębokiego lęku i agresji, niemalże niemożliwych do zniesienia.
Podobna dynamika może przejawić się w pragnieniu wejścia w relację z osobą, która wie, czego potrzebuje jej partner i nie dopuści do pojawienia się dyskomfortu. Takie związki cechuje zwykle duża wrażliwość na wszelkie nieporozumienia, które uruchamiają lęk przed odrzuceniem i prowadzą do przejścia z idealizacji („on/ona mnie w pełni rozumie, jest taki jak ja”) do dewaluacji („on/ona mnie rani i nie nadaje się do związku”).
Analogiczny wzorzec niekiedy ujawnia się w psychoterapii, szczególnie w momentach po nieobecności terapeuty (spowodowanej np. wakacjami). Pojawia się wtedy tendencja do uaktywniania myśli o porzuceniu terapii jako odpowiedzi na poczucie opuszczenia i braku dostępu do ważnej relacji. Coś, co wcześniej miało wartość, nagle ją traci i przeżywane jest jako bezpowrotnie popsute. Wycofanie może też być nieświadomą próbą zabrania ze sobą wściekłości lub uniknięcia kontaktu z własną bezradnością czy zależnością.
Dopiero zdolność tolerowania frustracji pozwala przejść do bardziej dojrzałego sposobu doświadczania (do fazy depresyjnej), w którym nie ma już ideałów, ale i świat nie jest już tak wrogi. Człowiek nabywa zdolność naprawy tego, co uległo uszkodzeniu i budowania więzi opartych na równowadze między pragnieniami i ograniczeniami.
Tematyka frustracji w psychoanalizie od samego początku opisywana była jako nieunikniony element życia społecznego i niezbędny warunek kształtowania psychiki. Zygmunt Freud [5] opisywał napięcie pojawiające się w sytuacji braku natychmiastowego zaspokojenia, jako czynnik motywujący umysł do tworzenia reprezentacji, poszukania znaczeń i rozwijania zdolności do symbolizacji. Dzięki temu rozwija się umiejętność nadawania znaczenia własnym doświadczeniom. Ten właśnie proces odgrywa kluczową rolę w rozwoju dojrzałości i budowaniu wewnętrznej akceptacji dla obecności norm i ograniczeń świata zewnętrznego.
Donald Winnicott [6] rozwinął tę myśl, wskazując, że rozwój jednostki następuje poprzez stopniowe uczenie się znoszenia rozczarowania. Uważał, że kluczowe jest doświadczenie bezpiecznej relacji, w której frustracja nie jest usuwana natychmiast, ale i nie przytłacza swoim nadmiarem. Dzięki temu w dziecku kształtuje się przestrzeń psychiczna na myślenie i znoszenie braku oraz odkrywanie tego, że drugi człowiek jest odrębną istotą, a nie częścią „ja”. Kiedy jednak frustracja była neutralizowana zbyt szybko, lekceważona lub karana, wówczas chęć jej uniknięcia odbywa się kosztem kontaktu z samym sobą.
W praktyce terapeutycznej czasem słyszę od pacjentów, którzy przyglądają się swoim doświadczeniom unieważniana ich emocji, że chcieliby oni móc zaoferować własnym dzieciom coś zupełnie odwrotnego. Kiedy jednak chęć okazania pełnej akceptacji i ochrony przybiera postać braku granic lub eliminowania wszelkich frustracji i powodów do złości, dziecko traci ramy nadające strukturę i poczucie bezpieczeństwa. W efekcie może interpretować zachowanie dorosłych jako brak wiary w jego możliwości lub kruchość rodzica wobec siły dziecięcej złości. Ten brak tzw. „trzymania” może generować głęboki lęk, osłabiać zdolność do samoregulacji i budowania stabilnego obrazu świata.
Psychoterapia jako przestrzeń na to, co nie może być natychmiast
Kiedy wczesne doświadczenia nie dostarczają elastycznych i skutecznych metod radzenia sobie z frustracją, albo gdy aktualna sytuacja staje się na tyle trudna, że przeciąża zdolności samoregulacji, warto pomyśleć o psychoterapii.
Psychoterapia tworzy przestrzeń, w której obecność drugiej osoby, jej uważność i zamyślenie, pomaga zatrzymać się i nadawać znaczenie temu, co wcześniej nie mogło zostać pomyślane. Co chcieliśmy automatycznie odrzucić. Terapeuta pomaga przekształcić niezrozumiałe, chaotyczne odczucia w znaczące treści, które mogą tworzyć ciągłą i spójną narrację.
Kluczowym elementem procesu terapii są jednak ramy – tzw. setting. Oznacza to m.in. stałość miejsca, terminu i czasu spotkań oraz uznanie, że proces terapii jest czymś ciągłym, a nie niepowiązanymi ze sobą wizytami. Wyznaczone zasady mogą niekiedy wywoływać poczucie ograniczenia, wzbudzać napięcie i uruchamiać mechanizmy obronne wobec doświadczania własnej zależności.
Omawianie uczuć i myśli towarzyszących chęci przekraczania settingu, pozwala dostrzec, że pod konkretnymi przyczynami kryją się głębsze, emocjonalne motywy. Przykładowo, można zauważyć, że spóźnienie nie jest tylko kwestią korków na drodze, lecz przejawem ambiwalencji wobec terapii lub terapeuty. Umożliwia to uznanie sprzecznych uczuć i pragnień związanych z procesem terapeutycznym. Nie oznacza jednak ich automatycznego zaspokojenia.
Pojawiające się rozczarowanie, że psychoterapia nie jest działaniem nakierowanym na usunięcie frustracji czy danie gotowych rozwiązań, uczy tolerowania tej niewygody w sobie. Pokazuje, że napięcie i niezaspokojenie nie prowadzą do rozpadu, lecz mogą stać się źródłem rozwoju i zrozumienia. Tam, gdzie wcześniej działał przymus odreagowania, zaczyna pojawiać się możliwość refleksji. Umożliwia to dostrzeganie, że inni mogą widzieć nasze żądania, nie zaspokajać ich, ale nadal pozostawać z nami w dobrej relacji. Empatyczna obecność kogoś, kto potrafi wytrzymać napór naszych pragnień i nie ulega przy tym uszkodzeniu, może przynosić prawdziwą ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Sprawia, że możliwe staje się tworzenie relacji opartych na zrozumieniu zamiast dziecięcej fantazji pełnego zaspokojenia potrzeb.
Patrząc na frustrację jako naturalny i niezbędny element rozwoju psychicznego, możemy zmienić sposób reagowania na wymagania codzienności. Nie jak na coś, czego trzeba się natychmiast pozbyć, ale jak na drogowskaz prowadzący do lepszego poznania siebie, własnych granic i realnych możliwości świata.
Bibliografia:
Winnicott D. W. (1965). Procesy dojrzewania i środowisko wspomagające (wyd. polskie 2008). Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL
