O pogubieniu i odnajdywaniu się w swojej kobiecości

Czym jest kobiecość i jak o niej mówić? Na czym możemy się oprzeć w budowaniu zdolności opowiadania o sobie? Co zagłusza nasz wewnętrzny głos, a co go wzmacnia? Jak współczesny świat wpływa na nasze bycie z samą sobą?

Pracując z młodymi kobietami dostrzegam, jak wiele z nich mierzy się z poczuciem pogubienia. Otaczająca nas społeczna narracja nie oferuje wiele oparcia. Zamiast niego dostarcza szybko zmieniające się hasła, które nie pozwalają na zbudowanie spójnej opowieści o sobie. Konfrontuje nas to z pytaniem o zdolność do opowiedzenia siebie. Czym ta opowieść jest? Jak ją poprowadzić pomiędzy meandrami wspomnień i aktualnych wydarzeń?

Niektórzy uznają, że umiejętność opowiedzenia siebie, znalezienia słów nadających nam kształt i sens, pozwala czuć, że istniejemy. Perspektywa ta nadaje narracji moc tworzenia świata. Słowa zatem stają się czymś więcej niż tylko narzędziem opisywania rzeczywistości [1]. Jednak w dobie cyfrowej codzienności towarzyszące nam opowieści rwą się szybko i brakuje im ciągłości. Otacza nas gwar równoległych procesów. Rozmawiamy, jednocześnie śledząc powiadomienia i reagując na strumień przypadkowych obrazów. Ten brak uważności sprawia, że tożsamość, zamiast zakorzeniać się w nas, staje się migotliwym powidokiem. Tracimy zdolność symbolizacji i godzenia się na pewne ograniczenia czy brak. Idziemy w to, co oferuje ucieczkę od myślenia i czucia.

Dzisiaj snucie własnej opowieści jest trudniejsze niż kiedykolwiek. Nasza historia staje się bowiem zapisem nie tylko pamięci naszej i naszych bliskich, ale i cyfrowych nośników. Wypełniamy je nagraniami publikowanymi od najwcześniejszych lat, zdjęciami poprawionymi przez filtry i obrazami wygenerowanymi przez AI, ukazującymi doświadczenia, których nigdy nie było. W natłoku tych wszystkich danych naprawdę nie wiadomo, jak wspominać siebie. Pojawia się dylemat czy ufać własnej, niepewnej pamięci, uczuciom i interpretacjom, czy ulec lękowi, że opowiemy siebie źle?

A jednak przenosimy nasze opowieści do Internetu, bo w realnym życiu często brakuje nam kogoś, kto potrafiłby słuchać. Tam zawsze ktoś słucha. Ceną jest jednak brak zapominania. Internet rejestruje wszystko, a nasze życie zostaje zapamiętane niezależnie od wartości tego, co robimy. Ale i naszych błędów nie sposób wymazać. Taka narracja pozwala tworzyć, ale może też niszczyć i odbierać prawo do zmiany i płynności ludzkiego doświadczenia.

Tymczasem człowiek buduje poczucie Ja z fragmentów pamięci, traum i pragnień, godząc się na to, że nigdy nie pozna pełnej prawdy o sobie. W gabinecie psychoterapeutycznym kobiecość wyłania się właśnie jako szereg pytań zadawanych własnemu ciału i historii. Jej odnajdywanie nie jest linearnym procesem ani statycznym efektem rozwoju. Jest pracą nad dynamiczną strukturą, w której różne doświadczenia nieustannie się przenikają. Budowanie wewnętrznego osadzenia nie powstaje w izolacji. Jest dialogiem z Drugim, który zaczyna się na długo przed opanowaniem zdolności do świadomej autorefleksji.

Pierwotnym lustrem jest spojrzenie matki [2]. Dziewczynka przegląda się w nim, by dowiedzieć się, kim jest i czy jej cielesność jest bezpieczna. Ta relacja nasycona jest jednak głęboką ambiwalencją. Miłość do obiektu dającego życie przeplata się z lękiem przed tym, co może zniszczyć rodzącą się autonomię [3]. Jeśli to lustro jest pęknięte przez nieprzepracowaną traumę poprzednich pokoleń, dziecko zaczyna widzieć w sobie nie własne odbicie, lecz lęk i niespełnienie matki. Każda kobieta nosi w sobie taką „galerię portretów”. Składają się na nią obrazy ważnych dla niej kobiet i mężczyzn, którzy kształtują jej sposób przeżywania samej siebie. To rodzaj międzypokoleniowej lojalności, sprawiającej, że na niektóre fragmenty własnej kobiecości patrzy się z lękiem, wstydem lub chęcią ich wyparcia.

Kluczowym momentem jest zwrot ku ojcu. Staje się on symbolem świata zewnętrznego, wolności i sprawczości. Ruch ten może uruchamiać szereg obaw związanych np. z pojawiającą się rywalizacją z matką [4]. U części dziewcząt wzbudza to opór wobec odczuwania w sobie tego, co kobiece. Wówczas pojawia się pokusa, by to, co miękkie i receptywne, zastąpić pancerzem sprawczości, dystansem czy cechami tradycyjnie uznawanymi za męskie. Taki ruch jest ucieczką w pewną formę maskarady, mającej ukryć domniemaną wadliwość własnych uczuć.

Współcześnie ta maskarada znajduje ujście w kalejdoskopie gotowych kanonów takich, jak clean girl czy mob wife. Są to „kostiumy tożsamościowe”, które dają chwilowe złudzenie stabilności. Uruchamiają fantazję o możliwości osiągnięcia perfekcji, a przez to i bezwarunkowej akceptacji oraz bezpieczeństwa. Jednak ceną za ten miraż jest utrata zdolności do symbolizacji i myślenia o tym, co kryje się pod obrazem. Dlatego tak silnie przyciąga fantazja o byciu awatarem – istotą niedookreśloną, która może dowolnie zmieniać swoją postać, płeć i funkcję. Tym samym mogącą uciec przed ograniczeniami czy stratą, wpisanymi w dookreślanie siebie.

W tym kalejdoskopie wizerunków szczególne miejsce zajmuje ucieczka w seksualizację. Kiedy wewnętrzna tożsamość wydaje się zbyt krucha, ciało zostaje wystawione na scenę jako jedyny pewny atrybut istnienia. Jednak hiperseksualizacja rzadko ma związek z autentycznym pożądaniem czy erotyczną podmiotowością. Jej celem jest raczej uwiedzenie spojrzenia Drugiego, by uniknąć konfrontacji z własnym lękiem przed byciem „niewidzianą” [5].

Seksualność staje się wtedy narzędziem kontroli: „jeśli to ja decyduję, jak na mnie patrzysz, to znaczy, że panuję nad sytuacją”. To jednak tragiczna pułapka, bo im głośniej ciało „krzyczy” swoim wizerunkiem, tym trudniej usłyszeć to, co ma do powiedzenia na poziomie emocjonalnym. Seksualizacja staje się wówczas formą odcięcia od czucia, zamieniając żywą relację w wymianę powierzchownych sygnałów. To skupienie na ciele wzmaga lęk przed przemijaniem i nakłada presję zatrzymania czasu. Promuje obraz dojrzałości, która ma być jędrna i pozbawiona zmarszczek, tak jakby każda linia na twarzy była dowodem porażki, a nie śladem przeżytego życia.

Wszystkie te lęki przed utratą kontroli nad własnym wizerunkiem i ciałem eskalują w doświadczeniu macierzyństwa. To jeden z najbardziej transformujących wymiarów kobiecości, wymagający zgody na zatarcie granicy między „ja” a „ty”. Nauka dostarcza tu niezwykłej metafory w postaci mikrochimeryzmu płodowego [6,7]. Badania potwierdzają, że w ciałach matek nawet po wielu dekadach można odnaleźć komórki ich dzieci. W dzieciach zaś komórki matek. Ta cząstka Drugiego na zawsze zmienia kobietę, konfrontując ją z jej własną matką i nieświadomymi obrazami macierzyństwa.

Odzyskiwanie kobiecości to proces powolnego odróżniania zewnętrznych oczekiwań od własnego, cichego głosu. To zgoda na to, by być „nie-całością” , niekompletną. Dojrzałość zaczyna się tam, gdzie kończy się traktowanie własnego ciała i psychiki jako projektu do nieustannej edycji, a zaczyna dostrzeganie w nich domu. Miejsca, w którym można po prostu być, z całym bagażem blizn, przemijalności i historii, które nas stworzyły. Ta praca nabiera szczególnego wymiaru w gabinecie terapeutycznym, zwłaszcza w relacji z kobietą. W warunkach bezpiecznego „trzymania” [8], obecność terapeutki jako Innej pozwala na nowo zdefiniować zagrażające obszary siebie. To szansa na uleczenie pierwotnego zapisu i powrót do zdolności symbolizacji – nadawania znaczenia własnemu doświadczeniu zamiast szukania go w kolejnym cyfrowym filtrze.

 

Bibliografia:

  1. Lacan, J. (1996). Funkcja i pole mówienia i mowy w psychoanalizie. Warszawa: Wydawnictwo KR.
  2. Winnicott, D. W. (2011). Zabawa a rzeczywistość. Gdańsk: Wydawnictwo Imago..
  3. Klein M. (2019) Pisma. Tom 3. Zawiść i wdzięczność oraz inne prace z lat 1946–1963. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
  4. Freud S. (1931/2009). Psychologia nieświadomości. Warszawa: Wydawnictwo KR
  5. McDougall, J. (2014). Teatry ciała. Psychoanalityczne podejście do chorób psychosomatycznych. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  6. Boddy A. M., Fortunato, Sayres M. W., Aktipis  A. Fetal microchimerism and maternal health: A review and evolutionary analysis of cooperation and conflict beyond the womb. BioEssays, 2015; 37(10), 1106–1118.
  7. Lapaire O., Hösli I.,  Zanetti-Daellenbach R., Huang D., Jaeggi C.,  Gatfield-Mergenthaler S., Hahn S., Holzgreve W. Impact of fetal – maternal microchimerism on women’s health – a review. J Matern Fetal Neonatal Med. 2007; 20(1): 1-5.
  8. Winnicott D. W. (1965/2008). Procesy dojrzewania i środowisko wspomagające. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL